Analiza założeń reformy oświaty

Artkuł w pełnej treści przeczytasz na stronach Dziennika Opinii Krytyki Politycznej.

Niedawna prezentacja przez Ministrę Annę Zalewską projektu reformy edukacji wywołała lawinę krytyki, słów wsparcia i komentarzy. Warto przyjrzeć się gospodarczym i społecznym skutkom zmian.

Efekty reformy można podzielić na krótko- i długoterminowe. Reforma nie ma jeszcze postaci projektu ustawy i rozporządzeń, refleksji poddać można jedynie jej założenia. Nawet przy tak małej ilości danych i szczegółów da się zobaczyć ogólne kierunki i mechanizmy, na których opierać ma się nowy model oświaty. Nie wiemy na przykład, jak będą wyglądały i czy okażą się skuteczne nowe programy studiów, podręczniki, egzaminy. Można już coś jednak powiedzieć o najbliższych wyzwaniach stojących przed Ministrą Zalewską i jej resortem.

(…)

Długoterminowo reforma spowoduje zmianę modelu oświaty powszechnej w Polsce.

 

Jednym z argumentów zwolenników (i obrońców) zarówno gimnazjów jak i posyłania 6-latków do szkoły było przekonanie, że rolą szkoły jest m.in. zmniejszanie nierówności społecznych. Krytycy modelu oświatowego prowadzonego w Polsce od końca lat 90. zwracali uwagę na problem rozwarstwienia uczniów. Wprowadzenie systemu egzaminów centralnych, których jednym z celów było odejście od z reguły nieobiektywnej i często klasistowskiej procedury rekrutacji na studia, nie sprawiło, że najsłabsze (statystycznie wiejskie) i najlepsze wielkomiejskie szkoły zrównały się poziomem wyników uczniów.

(…)

Na podstawie tego, co wiemy o pomysłach MEN, można uznać, że cele obu „wielkich reform” zawierają sprzeczne założenia.

 

W jaki sposób budować potencjał innowacyjny oparty na kapitale ludzkim przy jednoczesnym ostrzejszym stosowaniu mechanizmów edukacyjnej ekskluzji? Odcięcie znacznej części uczniów od możliwości pójścia na studia utrudni przekazywanie wiedzy i umiejętności – także tych, przydatnych w pracy. Przekonanie, że to sektor prywatny jest bardziej innowacyjny od publicznego, jest nie tylko fałszyw , ale tkaże anachroniczne. Podobnie jak oodzielanie ścieżek edukacyjnych i zawodowych u 15 latków. Jak chcemy zapewnić (uwaga, modne słowo) synergię między fabryką a uniwersytetem, kiedy różnice w kapitale kulturowym, perspektywach i formalnych kwalifikacjach będą się tylko pogłębiać?

 

Sprzeczność widać też na innym poziomie. Ministra Zalewska z entuzjazmem mówiła o „większym zaangażowaniu” przedsiębiorców w proces edukacji w szkołach branżowych. Mają oni mieć wpływ m.in. na programy nauczania. Samą ideę można ocenić pozytywnie, ale z pewnymi istotnymi zastrzeżeniami. Poblem stanowić może konstrukcja tych swoistych biznesowych rad interesariuszy (stakeholders). Szkoły ponadgimnazjalne podległe są powiatom – to ich organ nadzorczy. Czy zatem głos w zakresie praktyk, staży, programów i treści nauczania będą mieli przedsiębiorcy (np. zarządy firm montujących samochody) z najbliższej okolicy? Czy w każdym powiecie istnieje pracodawca, który zatrudnia tak znaczącą liczbę nisko i średniowykwalifikowanych pracowników, aby dostosowywać pod ich kątem całe klasy i roczniki? Obecnie przeniesienie linii produkcyjnej (wraz ze zbudowaniem fabryk, infrastruktury, znalezieniem pracowników itd.) może zająć jedyniekilkanaście miesięcy. Co więcej, w Polsce duża część przemysłu ciężkiego (w tym samochodowego) znajduje się w Specjalnych Strefach Ekonomicznych. Te słyną z niestabilnych (bądź zgoła śmieciowych) warunków pracy, a siła związków zawodowych jest w nich mała. Inwestorzy przyciągani są przedłużanymi w nieskończoność promocjami (np. obniżeniem lub zniesieniem obowiązku płacenia podatku CIT). I choć są dowody, że w średnim i dłuższym okresie SSE przyczyniają się do rozwoju regionu (szczególnie wzrostu zatrudnienia), to sensowność ich dalszego funkcjonowania była kwestionowana (ze względu na wysokie koszty dla budżetu) nawet przez przedstawicieli Ministerstwa Finansów.

 

Ma to istotne znaczenie dla reformy oświaty. W praktyce mówimy o dostosowywaniu curiculum szkół branżowych do potrzeb biznesu, który jest w ulokowany w SSE zewzględu na niskie koszty pracy oraz preferencje podatkowe.