Komentarz dotyczący reform edukacji (01.2016)

Rok 2016 przynosi znaczące zmiany w polskim systemie oświaty. Jednak ich tempo oraz brak rzetelnego procesu konsultacji społecznych i eksperckich powinny być ocenione negatywnie. Wygląda na to, że obecna władza nie nauczyła się niczego na błędach swoich poprzedników – zmiany w edukacji powinny być dokonywane z najwyższą rozwagą i poszanowaniem najważniejszych jej interesariuszy: dzieci, rodziców i nauczycieli, ale także i ekspertów.

Po pierwsze, w efekcie sprawnej kampanii społecznej “Ratuj maluchy” i nieporadnego wprowadzania przez rząd Platformy Obywatelskiej tzw. “reformy sześciolatków”, do pierwszej klasy z zasady będą iść dzieci siedmioletnie. Tymczasem większość międzynarodowych badań porównawczych wskazuje, że wcześniejsze pójście do szkoły koreluje z mniejszym poziomem nierówności edukacyjnych uczniów podczas całej ich kariery szkolnej. W tym świele ‘antyreforma’ rządu minister Beaty Szydło może budzić zastrzeżenia.

Warto pamiętać jednak, że o nierównościach edukacyjnych (które mają znaczący wpływ na tzw. równość szans) decydują także inne czynniki. W tej samej ustawie wskazano bowiem, że obowiązkowy charakter będzie miała “zerówka”. Przymus edukacyjny szkolnej obejmujący dzieci 6-letnie został więc utrzymany – zwiększono jedynie rolę przedszkoli.

Co więcej, przyznając rodzicom prawo do posyłania do przedszkoli dzieci 3-letnich duża odpowiedzialność edukacyjna spoczywać będzie właśnie na przedszkolu. Należy mieć nadzieję, że sytuacja finansowa tych placówek będzie stabilna.

Inaczej wygląda sytuacji uczniów i rodziców korzystających z regulacji dotyczących wychowania domowego. Dotacja statutowa na ucznia została tu znacząco obniżona (o około 40%), co wiele szkół niepublicznych, które realizują swoje zadania z wykorzystaniem w.w. dotacji zmusić może do zwolnień, a nawet bankructwa. Nie jest jasne, jak tak ostre działania wobec rodzin chcących kształcić dzieci poza systemem edukacyjnym da się pogodzić z deklarowanym wspieraniem uprawnień rodziców do decydowania o dobru dziecka.

Z całą pewnością należy pozytywnie ocenić inny element zmienianego prawa – tj. zniesienie obowiązku testowego dla szóstkoklasistów. Systemy oświatowe zorientowane na standaryzację i parametryzację kariery szkolnej uczniów od najwcześniejszych lat mają tendencję do przedkładania w.w. statystyk i rezultatów nad całą resztą procesu edukacyjnego. Często zapomina się, że wpisanie systemu szkolnictwa w ramy centralnie sterowanego systemu nadzoru i kontroli jakości jest procesem, którego największymi zwolennikami są sami biurokraci. Różnorodność i bogactwo doświadczeń edukacyjnych daje się uchwycić metodami ilościowymi mniej więcej w takim samym stopniu, jak perspektywa stabilności chińskiego rynku nieruchomości za pomocą dostępnych danych makroekonomicznych.

Ogromny skutek uboczny ‘utestownienia’ doświadczenia szkolnego ucznia w podstawówce to upowszechnienie się poglądu, że celem edukacji jest uzyskanie jak najlepszego rezultatu w zewnętrznym egzaminie. Takie przekonanie powoduje, że cele edukacji stają się wysoce zindywidualizowane i oparte na mechnizmach selekcji od najwcześniejszych lat. W sytuacji, kiedy zdecydowana większość gimnazjów w kraju podlega rejonizacji, odejście od testu szóstoklasisty wydaje się być oczywistą decyzją.

Z punktu widzenia organizacyjnego i administracyjnego o wiele większy chaos wywołała inna zapowiadana reforma – likwidacja gimnazjów. W tej sprawie kluczowym graczem będzie ZNP – jedna z największych i najsilniejszych organizacji pracowniczych w kraju, która wydaje się jednogłośnie i radykalnie sprzeciwiać temu pomysłowi. Prowadzone są społeczne konsultacje krytyków tej reformy, w których obok nauczycieli biorą udział naukowcy, aktywiści i eksperci zajmujący się edukacją.

Likwidacja gimnazjów – bez wdawania się w ich ocenę, która, jeśli za punkt widzenia przyjmiemy badania międzynarodowe prowadzone przez OECD, musi być wysoka – obok skutków dla tysięcy miejsc pracy i szkół w całej Polsce – może skrócić o rok okres, w którym wszystkie dzieci w kraju kształcone są w ramach edukacji w pełni powszechnej i równej. Innymi słowy, przyspiesza to proces społecznej selekcji – kto do szkoły zawodowej, kto do elitarnego liceum. Może to prowadzić do zmniejszenia roli systemu edukacji w zapewnianiu równości szans.

Pozytywnie należy za to ocenić wyposażenie kuratorów oświaty w swoiste prawo weta w wobec samorządów dotyczących likwidacji, czy faktycznego “sprywatyzowania” placówki oświatowej. Według raportu NIK w latach 2008-2012 zlikiwidowano w ten sposób 856 podstawówek i 88 gimnazjów. W sytuacji, gdy jednym z największych przejawów nierówności w traktowaniu obywateli jest nierównomierny dostęp do bezpłatnych usług publicznych ta decyzja rządu Prawa i Sprawiedliwości musi cieszyć.

Całość reform, wprowadzanych szybko i bez uwzględniania głosów społecznych nie ma na razie charakteru rewolucyjnego. Dla milionów rodziców i uczniów największe znaczenie będą miały potencjalne zmiany w programach szkolnych, czy reorganizacja procesu dydaktycznego.